AI a biznes, czyli jak daleko nam do Iron Man’a?

W dzisiejszych czasach coraz częściej słyszymy o tzw. Asystentach, którzy implementowani są do naszych urządzeń. Jest to próba wszczepienia AI (Sztucznej Inteligencji) przez firmy w swoich urządzeniach.  Wielcy gracze na rynku elektronicznym tacy jak Apple, Google, Samsung, czy Amazon zaopatrują swoje urządzenia właśnie w funkcje asystentów, którzy w myśl zamysłu ich twórców mają nam ułatwić życie. Czy tak jest na pewno? Co trzeba zrobić aby to w miarę działało? W końcu jak daleko jesteśmy od co prawda fikcyjnego, ale ideału takiego asystenta jakim jest J.A.R.V.I.S. z serii marvelowskich komiksów Iron Man?

 

AI teraz- Nie tylko duzi gracze!

Obecnie furorę na świecie robią wyżej wspomniani asystenci, których implementują oni do swoich urządzeń. Apple ma swoją SIRI, Google swojego Asystenta(Google Assistant), którego protoplastą jest Google Now, Amazon wypuścił Alexę (w serii głośników Amazon Echo), Microsoft też tworzy swojego asystenta Cortanę – Na razie dostępna tylko na desktopowej wersji Windows 10.

Do tego należy też dodać twórców samych telefonów, którzy dokładają do nich swoje 3 grosze i tak mamy np. Voice Mate od LG czy planowaną przez Samsunga Viv(obecnie jako S Voice). Wydaje się więc, że rynek jest nasycony, natomiast cały czas pojawiają się nowe aplikację, często niezależne, które spełniają, lub mają spełniać część z zadań wirtualnych asystentów od Gigantów.

Kilka innych firm wzięło się bowiem za stworzenie wirtualnego asystenta Ja natomiast chciałbym tu podać przykład otwartej w zeszłym roku a będącej obecnie w wersji 0,7,20 platformy Mycroft(autorem której jest startup o tej samej nazwie), która podobnie do innych platform może połączyć się z urządzeniami w twoim domu i zarządzać nimi co widzimy na zamieszczonym poniżej filmiku. Listę funkcji dostępnych dla tej platformy znajdziecie tutaj. Co ciekawe Mycroft i co odróżnia go od innych to fakt, że jest to platforma open source a koszt detaliczny urządzenia to tylko 154 USD – dla porównania Alexa kosztuje 179 USD- Inne są droższe.

 

A po co mi taki elektroniczny asystent?

W założeniu producentów mają oni de facto ułatwić nam życie. Wzorując się na wspomnianym wcześniej komputerze z komiksu Marvela doszli oni bowiem do wniosku, że dysponujemy już dostatecznym sprzętem, aby zacząć pracę nad czymś analogicznym.

Co obecnie taki asystent może dla Ciebie zrobić? Chociażby wysłać podyktowanego maila/SMS wybrać numer w telefonie(póki co z wyłączeniem Cortany), Przy połączeniu i udostępnieniu informacji z oddzielnej aplikacji(aplikacji firmy trzeciej) zamówić nam np. UBER (Tu polecam szczególnie Siri i Cortanę- Google póki co nie ma tej funkcji, co może się niedługo zmienić), zamówić stolik w restauracji (aplikacja Open Table), czy pokazać sprawdzić twój plan dnia, który wcześniej zaplanuje lub dostarczyć informacji na dany temat. Wydaje się to być szalenie wygodnym rozwiązaniem, zwłaszcza ,że sterujemy nimi naszym głosem i nie potrzeba dodatkowych rzeczy. Google Now, z którego mogę już korzystać (jest dostępny szerzej niż Asystent) również posiada kilka z funkcji o których mówię, jednak to Assistant jest obecnie oczkiem w głowie firmy z Mountain View, która moim zdaniem będzie go również rozprzestrzeniać.

Dodatkowo większość z nich może przez Wi-Fi połączyć się z urządzeniami w twoim domu-np. przez ostatnio zaprezentowane przez Google urządzenie Google Home (co w efekcie może doprowadzić do tego, że piloty staną się zbędne). Żaden z tych programów jednak nie jest dobry do wszystkich zastosowań. Przykładowe porównanie znajdziecie tutaj.

 

Przypadek Marka Zuckerberga

Tym co ostatecznie zachęciło mnie do napisania tego tekstu był artykuł napisany na portalu TechCrunch, w którym autor pisze o tym, że założyciel portalu Facebook, podobnie do marvelowskiej postaci Tony’ego Starka sam stworzył sobie swojego wirtualnego asystenta. Był to jego projekt na rok 2016.

Jak sam napisał na Facebooku okazało się to być „dosyć łatwe”. Co tak właściwie zrobił Zuckerberg? Stworzył od zera program, który pomaga mu w zarządzaniu jego komuputerem i domem (nie tylko w sensie świateł i sprzętu audio-wideo, ale również otwierania drzwi).

Swojego majordomusa, któremu chyba celowo nadał imię Jarvis, Zuckerberg stworzył przy użyciu Pythona, PHP i Objective C. Kluczem do sukcesu Zuckerberga było z jednej strony podpięcie do Jarvisa wszystkich potrzebnych urządzeń, z drugiej zaś zaprogramowanie zunifikowanego języka dla wszystkich tych urządzeń. Trzecia sprawa to fakt zakodowania w Jarvisie systemu rozpoznającego głos- co umożliwia rozróżnienie między poleceniami wydawanymi przez jego twórcę lub Priscillę Chan(jego małżonkę). W związku z tym, że oboje posiadają swoje gabinety w domu umożliwia to np. zapalenie światła w gabinecie należącym do danej osoby po komendzie „zapal światło w gabinecie”. Fajne co nie? Dla dodatkowej komunikacji zaprojektował on również bota Jarvisa na Facebooku.

Ponadto Zuckerberg uczy swój program np. swojego gustu muzycznego(tego nie mają inne urządzenia na rynku). Powoduje to sytuację, gdy stosując wyrażenie „zagraj coś lekkiego” program przeskanuje ostatnio odtwarzane kawałki i wybierze utwór.

Zatem mamy do czynienia z programem uczącym się. Jeśli dodamy do tego czas w jakim tego dokonał (zgodnie z jego notatkami to ok 100 godzin) to jest to coś niespotykanego.

 

Podsumowanie

Z tego co napisałem można wywnioskować, że dużymi krokami zbliżamy się do ery z Iron Mana. I tak i nie. Tak ponieważ pojawiają się jak widzicie Aplikację i programy, które mają potencjał na zostanie odpowiednikami komiksowego J.A.R.V.I.S’a. Z drugiej strony nie zawsze są one perfekcyjne w tym co robią, a przynajmniej jeszcze takie nie są. Ponadto wadą dla niektórych będzie to, że te wszystkie wspaniałości posługują się najczęściej językiem ich twórców, czyli angielskim. Nie mniej wartym odnotowania jest fakt coraz większej ilości takich rozwiązań.

Nie sądzę jednak, żebyśmy w najbliższej przyszłości doczekali się w pełni funkcjonalnego komputera na miarę tego z komiksu na zasadach komercyjnych. Aby to osiągnąć każdy z nas musiałby moim zdaniem pójść śladami twórcy Facebooka. Tylko w takim wypadku możliwe jest moim zdaniem uzyskanie w pełni sprawnego, spersonalizowanego wirtualnego asystenta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.